poniedziałek, 5 czerwca 2017

Owca.

Pragnąłem jej..
mocno i intensywnie..

To, w jaki sposób
na mnie patrzyła
powodowało
paraliż wszystkich moich
nerwów..



Nie byłem w stanie
oderwać od niej oczu..

Gdybym tylko mógł
przygniótłbym ją
całym ciałem
do ściany, rozpalił
wszystkie jej zmysły
i kazał błagać
o to bym ją wziął..


Ale za każdym razem
trzymałem swoje wygłodniałe
potrzeby na smyczy,
wiedząc, że wilk
nigdy nie dostanie owcy...

niedziela, 4 czerwca 2017

Zapomnialam.

Zapomniałam..
Wyłączyłam
i zapomniałam..

Tak przynajmniej
mi się zdawało..

Aż nagle
spojrzałeś w moje
oczy, złapałeś za szyję
i przyciągnąłeś do siebie..
Wbiłeś swoje usta
w moje spękane,
spragnione wargi
i wtedy sobie przypomniałam..

Włączyłeś moje
pokaleczone,
ledwo bijące serce..

Pozwoliłeś mi uwierzyć,
że tym razem będzie inaczej..
Złożyłeś obietnicę,
wyrytą na moim ciele..

A teraz znów
powoli zapominam..

czwartek, 1 czerwca 2017

Zaglada.

Otarła dłonią zmęczoną twarz, jak to było?
Nie do końca pamiętała ubiegłą noc.

Jego ciało, przelotny, czuły dotyk.
Powoli kusił i nęcił szorstkością swoich rąk.
Badał jej ciało, zwiedzał jak przewodnik nieznany,
dziki teren.
Mętlik w jej głowie ucichł, była tylko jednym,
miękkim podmuchem piórek.
Pamiętała ciepło jego warg na swoim płaskim
brzuchu, mrowienie w dolnej części,
krzyk duszy o więcej.
Zarumienienie na swojej twarzy, wstyd ukryty
gdzieś na dnie, rozkosz w oczach - jego oczach.

Rzeczywistość, deszcz za oknem tak bardzo
przypominający jej o nim.
Bo on był jak ten wiosenny deszcz, który zmywa
wszelkie troski z obolałego, zmęczonego ciała.
Sięga najgłębiej, w każdą szparę, zakątek.
Oczyszcza.
On był jej katharsis.

Ubiegła noc, czułość, namiętność,
rozszerzone źrenice.
Dryfowanie w przestworzach,
spacer po obłokach..

Wzięła głęboki oddech,
by odzyskać straconą kontrolę.

ON- jej zagłada i zbawienie.

niedziela, 21 maja 2017

Ani dziwka, ani swieta.

"Nazbierało się.
Nabrzmiało.
Rozwalało,
rozdzierało każdą komórkę
mojego ciała,
każdy nerw.
Obierało oddech.

I pomyślałam - zadzwonię.
Wygarnę mu całą złość
na te dni bez niego.
Wykrzyczę niezgodę na oskarżenia
o niemiłość.
Wyrwę z siebie gniew.
I głupią, sponiewieraną dumę kobiecą,
która szarpie wnętrzności krzykiem
"jak mogłeś?!"
I w twarz mu rzucę tą gorycz,
że można dotykać tak czule, że całować
można tak zachłannie.
I szeptać do świtu.
I, że narysować, stworzyć,
zbudować można galaktykę,
ocean czułości, bliskości tak
niemożliwej,
że drżysz cała kiedy on wreszcie zamyka
cię w ramionach.

I, że potem można tak wyjść bez słowa.
Po cichu.
Z życia i z serca.
Tak się wychodzi tylko od dziwki.
Ostrożnie, żeby nie trzasnęły drzwi,
żeby nie zaskrzypiała podłoga.

I kiedy już wymieszały się gniew,
łzy i smak naszych chwil, poczułam
jak coś podchodzi mi do gardła.
Jak rośnie, pęcznieje i nie pozwala
złapać oddechu.
Uklęknęłam w łazience na kafelkach
zimnych jak twoje słowa.
Wsunęłam dwa palce w usta.
I zwymiotowałam.
Całą cholerną czułość.
I pieprzoną tęsknotę.
Wystarczy.
Dosyć żebrania o miłość.
Przecież połamałeś mnie do kości
swoją obojętnością.
Moje ciało zawsze będzie ten
ból pamiętać.

Ciebie już żadna tak niepokocha.
Ani dziwka.
Ani święta"

środa, 3 maja 2017

No ordinary love..

Dotknij mnie,
rozpal moją skórę..
Chce spłonąć..
Obezwładnij moje
szare komórki,
każ mi się wyłączyć..
Spraw bym zatraciła
się w Twoich ramionach..
Niech Twoje usta miażdżą
moje..
Raz jeszcze wpleć swoją
dłoń w moją, gdy będziesz
mnie posiadał..
Gdy będę się roztapiać,
rozpadać, rozklejać i
rozlewać...
Dotknij mnie...

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Nikotyna

Wniknął.
Przeniknął.
Wtarł się w ubrania,
we włosy,
pozostawił zapach na ciele.
Wżarł się w umysł,
w nozdrza,
w nerwy, komórki,
narządy..
Wszędzie zostawił swój
ślad..
To był tylko moment,
to była tylko chwila..
Wystarczyło,
by osiedlił się wszędzie
gdzie to tylko możliwe..
Zastawił pułapkę, by biernie
się nim zaciągnęła -
by mógł się wokół niej
owinąć jak nikły,
nikotynowy dym.

wtorek, 28 marca 2017

Nie mamy wyjścia z siebie.

Próbowałam.
Próbowałam się
oprzeć..
Nie zważać na dotyk jego
dłoni, które wypalały
znaki na moim ciele..
na usta błądzące po
mojej twarzy, zachłannie,
niecierpliwie..
Opierałam się resztkami
rozsądku, aż wziął mnie
w ramiona i jego pragnienie
zrzuciło mnie z klifu..
Przepadałam, zgubiłam
się gdzieś pomiędzy jego
wargami, a słowami
wypowiedzianymi
mimochodem..

Nie ma go, a mimo
to za każdym  razem
odwracam się
z nadzieją w oczach,
gdy czuję zapach wtarty
w najczulsze zakamarki
mojego jestestwa..