"Nazbierało się.
Nabrzmiało.
Rozwalało,
rozdzierało każdą komórkę
mojego ciała,
każdy nerw.
Obierało oddech.
I pomyślałam - zadzwonię.
Wygarnę mu całą złość
na te dni bez niego.
Wykrzyczę niezgodę na oskarżenia
o niemiłość.
Wyrwę z siebie gniew.
I głupią, sponiewieraną dumę kobiecą,
która szarpie wnętrzności krzykiem
"jak mogłeś?!"
I w twarz mu rzucę tą gorycz,
że można dotykać tak czule, że całować
można tak zachłannie.
I szeptać do świtu.
I, że narysować, stworzyć,
zbudować można galaktykę,
ocean czułości, bliskości tak
niemożliwej,
że drżysz cała kiedy on wreszcie zamyka
cię w ramionach.
I, że potem można tak wyjść bez słowa.
Po cichu.
Z życia i z serca.
Tak się wychodzi tylko od dziwki.
Ostrożnie, żeby nie trzasnęły drzwi,
żeby nie zaskrzypiała podłoga.
I kiedy już wymieszały się gniew,
łzy i smak naszych chwil, poczułam
jak coś podchodzi mi do gardła.
Jak rośnie, pęcznieje i nie pozwala
złapać oddechu.
Uklęknęłam w łazience na kafelkach
zimnych jak twoje słowa.
Wsunęłam dwa palce w usta.
I zwymiotowałam.
Całą cholerną czułość.
I pieprzoną tęsknotę.
Wystarczy.
Dosyć żebrania o miłość.
Przecież połamałeś mnie do kości
swoją obojętnością.
Moje ciało zawsze będzie ten
ból pamiętać.
Ciebie już żadna tak niepokocha.
Ani dziwka.
Ani święta"
niedziela, 21 maja 2017
środa, 3 maja 2017
No ordinary love..
Dotknij mnie,rozpal moją skórę..
Chce spłonąć..
Obezwładnij moje
szare komórki,
każ mi się wyłączyć..
Spraw bym zatraciła
się w Twoich ramionach..
Niech Twoje usta miażdżą
moje..
Raz jeszcze wpleć swoją
dłoń w moją, gdy będziesz
mnie posiadał..
Gdy będę się roztapiać,
rozpadać, rozklejać i
rozlewać...
Dotknij mnie...
poniedziałek, 24 kwietnia 2017
Nikotyna
Wniknął.Przeniknął.
Wtarł się w ubrania,
we włosy,
pozostawił zapach na ciele.
Wżarł się w umysł,
w nozdrza,
w nerwy, komórki,
narządy..
Wszędzie zostawił swój
ślad..
To był tylko moment,
to była tylko chwila..
Wystarczyło,
by osiedlił się wszędzie
gdzie to tylko możliwe..
Zastawił pułapkę, by biernie
się nim zaciągnęła -
by mógł się wokół niej
owinąć jak nikły,
nikotynowy dym.
wtorek, 28 marca 2017
Nie mamy wyjścia z siebie.
Próbowałam.
Próbowałam się
oprzeć..
Nie zważać na dotyk jego
dłoni, które wypalały
znaki na moim ciele..
na usta błądzące po
mojej twarzy, zachłannie,
niecierpliwie..
Opierałam się resztkami
rozsądku, aż wziął mnie
w ramiona i jego pragnienie
zrzuciło mnie z klifu..
Przepadałam, zgubiłam
się gdzieś pomiędzy jego
wargami, a słowami
wypowiedzianymi
mimochodem..
Nie ma go, a mimo
to za każdym razem
odwracam się
z nadzieją w oczach,
gdy czuję zapach wtarty
w najczulsze zakamarki
mojego jestestwa..
Próbowałam sięoprzeć..
Nie zważać na dotyk jego
dłoni, które wypalały
znaki na moim ciele..
na usta błądzące po
mojej twarzy, zachłannie,
niecierpliwie..
Opierałam się resztkami
rozsądku, aż wziął mnie
w ramiona i jego pragnienie
zrzuciło mnie z klifu..
Przepadałam, zgubiłam
się gdzieś pomiędzy jego
wargami, a słowami
wypowiedzianymi
mimochodem..
Nie ma go, a mimo
to za każdym razem
odwracam się
z nadzieją w oczach,
gdy czuję zapach wtarty
w najczulsze zakamarki
mojego jestestwa..
niedziela, 26 marca 2017
I can't
Stała naprzeciw mnie,
opuszkiem wskazującego
palca zaznaczała linięmojego obojczyka..
Słyszałem bicie jej serca,
dudniący, głuchy, przyśpieszony
dźwięk..
Wiedziałem, że spędziła
życie uciekając,
zaryzykowała wszystko
i to sprawiło, że chciałem zostać..
Spojrzała na mnie raz jeszcze
łamiąc moją duszę,
nie mogłem oddychać..
Nie mogłem bez niej żyć..
wtorek, 7 marca 2017
Na ziemi.
Opuszkiem wskazującego palcaprzemierzałem drogę
z jednego miejsca
w drugie,
a ona lekko poruszała
się pod kołdrą.
Uwielbiałem dotykać
jej delikatnej skóry,
wędrować powoli
po mapie jej ciała..
Obserwować
zafascynowany
jej reakcję..
Czasem się wzdrygała,
czasem dostawała gęsiej
skóry i przeciągała
się leniwie niczym kotka..
Innym zaś razem, uciekała
w bok, odganiając
mój dotyk..
Ale za każdym razem,
wiedziałem, że
kąciki jej ust uniesione
są ku górze..
Zawsze sprawiałem,
że się uśmiechała,
a to czyniło mnie
najszczęśliwszym
mężczyzną na ziemi.
poniedziałek, 6 marca 2017
Lost her..
Skulona pod kocem,wyglądała na jeszcze
drobniejszą,
niż była w rzeczywistości..
Smutek w jej oczach
był nieznośny,
a dojmująca pustka,
która znów ją okalała
raniła moje serce.
Wiedziałem, że
się ze mną żegna,
wiedziałem też, że
nie będę w stanie
ukoić jej ran..
Położyłem się,
więc obok niej
dając jej znać,
że rozumiem..
Ostatni raz muskałem
jej twarzy, odgarniając
przy tym niesforny kosmyk
jej włosów..
Ostatni raz spoglądała
na mnie tymi swoimi
bursztynowymi, dużymi oczami..
Właśnie straciłem ją
na zawsze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)