Skulona leżała na łóżku
w jego ulubionej koszuli.
Jego zapach obezwładniał
jej kruche ciało.
Zaciągała się nim
niczym narkoman ostatnią
dawką.
Już teraz wiedziała jak
czuję się człowiek uzależniony,
znała każdy objaw,
każdą drobnostkę z tym związaną.
Widziała jak to jest bez przyjęcia
narkotyku.
Nie było go tylko chwilę,
a czuła ból w całym ciele,
drgawki, pustkę okalającą
serce i strach.
Obawę, że więcej już
go nie zasmakuje.
Drzwi się uchyliły,
ciemność rozświetlił blask.
Poczuła jak łóżko się ugina
od jego ciężaru,
jak jego ciepłe dłonie
otulają jej ciało.
Intensywny zapach perfum
dotarł do jej nosa.
Kolejna doza narkotyku,
jego usta musnęły jej szyję,
odwróciła się do niego
i poprosiła, by nigdzie nie odchodził,
zobaczył, że ma na sobie jego koszulę,
ponownie blask oświetlił mrok.
piątek, 2 października 2015
wtorek, 29 września 2015
Zmora
Nikt nigdy nie sądził,że będzie to,aż tak ciężkie.
Nikt nigdy nie przypuszczał,
że będzie wymagało to tyle
czasu i poświecenia.
Nikt nigdy nie spodziewał
się takiej walki.
Walki na śmierć i życie -
dosłownie.
Do upadłego, każdego
dnia, gdy tylko każdy z nas
otworzy swoje oczy
i ujrzy świt.
Budzimy się, wstajemy
i zmagamy się z rzeczywistością -
zmorą każdego człowieka.
piątek, 25 września 2015
Ona i On.
Uwielbiała czuć nasobie jego ciepły oddech.
Bliskość, która otulała
ją niczym koc
w jesienny, deszczowy dzień.
Uwielbiała jego duże, silne
dłonie będące kołem ratunkowym
w pochmurne dni.
Jego usta, które smakowały
jak najlepszy deser podany
w pięciogwiazdkowej restauracji.
Był jej opoką i ostoją.
Oazą, z której zawsze mogła
skorzystać.
Wtulała się w niego i zapominała
o brutalnej rzeczywistości,
o tym, że tam, gdzie za oknem
jest świat, który biegnie swoim
torem.
Dla niej czas się zatrzymywał.
Był jej, a w jego oczach
widziała, że ona jest jego.
Magia.
czwartek, 10 września 2015
Jesien.
Liście już z drzew opadły,złotem okryła się trawa.
Wiatr kołysze opustoszałymi
gałęziami, chmury
powoli zakrywają słońce.
Chłodnawe powietrze
stuka do szczelnie zamkniętych
okien, do ludzi otulonych
kocem.
Cichutko skrada się
jesień.
Lekko kołysząc swoją
suknią penetruje pobliskie
okolice
czule odbierając lecie
koronę.
środa, 9 września 2015
Dozywocie.
Gdyby można było zgłaszać na policjęprzestępstwa miłosne,
oskarżyłabym Cię.
Stanęłabym przed
sądem z dumnie uniesioną
głową i wyznała
wszystko pod przysięgą.
To jak mnie w sobie rozkochałeś,
jak kawałek po kawałku
brałeś jak swoją.
Jak w końcu zatopiłeś
łapy na moim sercu.
Jak je wyrwałeś i sponiewierałeś.
Jak odarłeś z godności
i poczucia wartości.
A na koniec pozostawiłeś.
To nie była zbrodnia idealna,
pozostawiłeś mnóstwo śladów.
Na mnie, na sobie, obok nas.
Tak, więc mój drogi
przed sądem żądałabym
dożywocia, bez możliwości
wcześniejszego zwolnienia
poniedziałek, 7 września 2015
Tak sadze.
Chyba za bardzo przyzwyczaiłemsię do jej ciała,
do obecności tej kruchej
istoty obok mnie.
Przewracałem się z boku
na bok,
na parapecie pozostawiła
książkę i swoje okulary,
uwielbiałem patrzeć jak czyta,
jak skupiona przerzuca kartki,
w jej oczach odgrywały się
wszystkie sceny z lektury,
którą pochłaniała.
Patrzyłem w sufit, dotarło
do mnie jak wiele w niej
uwielbiam.
Świtało, gdy usłyszałem otwierające
się drzwi, zamknąłem oczy
udając, że śpię.
Przemknęła cichutko
przez kuchnię, wstawiła wodę
na herbatę i pobiegła
do łazienki.
Gdy usłyszałem wodę,
wstałem i zakradłem się
do niej.
Była blada, delikatna, ale w jej
oczach zatańczyły iskry.
Wtuliłem się w nią
i wyszeptałem,
że położyłem dodatkowy koc
na prześcieradło
i wyjąłem jej ciepłe ciapcie,
które ubóstwiała.
Wiedziałem jak bardzo
potrzebuje, by ktoś zadbał
o nią, gdy przychodzi jesień.
Zabrałem ją do łóżka,
otuliłem swoim ciepłem/
środa, 2 września 2015
Amor.
Była kobietą upadłą,
trafioną nieszczęsną
strzałą amora.
Nie potrafiła jej wyjąć,
odciąć, wyrwać.
To zabawne - bała
się otwartej rany, postrzępionej,
gdzie przecież podoba tkwiła
w miejscu jej serca już od tak dawna.
Kobieta upadła,
nie ważne jak cierpi,
zawsze będzie kochać
obiekt swojego bólu.
trafioną nieszczęsną
strzałą amora.
Nie potrafiła jej wyjąć,
odciąć, wyrwać.
To zabawne - bała
się otwartej rany, postrzępionej,
gdzie przecież podoba tkwiła
w miejscu jej serca już od tak dawna.
Kobieta upadła,
nie ważne jak cierpi,
zawsze będzie kochać
obiekt swojego bólu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

